Translate

piątek, 25 marca 2016

świąteczne ... wspomnienie

świąteczne ... wspomnienie
Święta tuż ... tuż kolejne świąteczne dni, chwile wyczekiwane dla jednych przyjemne dla innych trochę mniej, ale zawsze inne od szarej codzienności. Dla mnie Święta Wielkanocne to chwila refleksji bardzo osobistej, która powraca od paru lat i kładzie się cieniem na radości świętowania, przypominając o zderzeniu wartości z konsumpcyjną rzeczywistością, którą odczułam na własnej skórze. A relację tej chwili uwieczniłam we wpisie który opublikowałam trzy lata temu, a dzisiaj jest moim świątecznym wspomnieniem, które zamieszczam poniżej :

Alzheimer choroba rodziny 
TO TY JESTEŚ PROBLEMEM

Opublikowano  20 maja 2013,
Mówią, że alzheimer jest chorobą całej rodziny, w naszym przypadku okazał się też papierkiem lakmusowym relacji rodzinnych. Relacji, których jak się okazało nie było, były za to moje iluzje i pragnienie. Sama siebie oszukiwałam przez całe lata, łudząc się, że mam rodzinę, a tak naprawdę byłam sama. Alzheimer odarł mnie z iluzji, nareszcie dotarło do mnie, że moja chora na alzheimera matka, moje dziecko i ja stanowimy rodzinę. Mój brat odciął się już wiele lat temu, wybrał inną rodzinę, taką w której jak twierdzi jest miłość, której nie miał.
Święta wielkanocne tego roku były tym przełomowym momentem w moim życiu kiedy to przestałam się oszukiwać.
Leżałam o chlebie i wodzie na przemian płacząc i wyzywając z bezsilności.  Wirus  ściął nas z nóg. Leżeliśmy w gorączce, i nie było komu podać herbaty o potrawach świątecznych nie mówiąc. Brat wezwany do pomocy, skupił się na dostarczeniu antybiotyków zaordynowanych przez lekarza pogotowia i pośpieszył świętować, wszak to Wielka Sobota…
Tak, zjawił się po świętach naładowany niczym bomba atomowa wraz ze wsparciem czyli swoją żoną, naburmuszeni jak purkawki, jak ja śmiałam żądać, aby On przyjął połowę odpowiedzialności za opiekę nad matką…. Jak ja śmiałam ………
Nie padło pytanie jak ty się czujesz? doszłaś do siebie po chorobie? jak czuje się mama? o co to,  to nie …. w zamian przypuścili na mnie frontalny atak, dobrze przygotowany, perfekcja socjotechniki i wbijania w trotuar połączona z kopaniem leżącego ….
To ty jesteś problemem …. zasyczała żona brata, w pierwszych słowach skierowanych wyraźnie do mnie, …. widzisz tylko ostatnie cztery lata, a to ty jesteś jedyną osobą, wspieraną w tej rodzinie …
Po tych antybiotykach skurcze żołądka utrudniały mi funkcjonowanie, ale słuchając tego co sączyło się z jej ust, zapomniałam o bólu, to chyba sen? o czym ona mówi,  ……
Ale żona brata doskonale wiedziała o czym mówi,  z autopsji! bo mówiła o sobie, to ona brała całymi garściami, czerpała z naszej życzliwości i naturalnej chęci pomocy, brała i domagała się więcej bo ciągle jej było mało, musiała przecież się dorabiać. Więc z mężem korzystali z  pomocy moich rodziców, mojej pomocy,opiekunki i swojej rodziny …. wszyscy dookoła zajmowali się ich dziećmi  … korzystali z mojej pomocy wielokrotnie, bo zawsze byłam do dyspozycji, pod ręką i gotowa służyć pomocą …. Słuchałam tej ulepionej z przeinaczanych faktów opowieści  i ogarniało mnie przerażenie, czy ona jest chora? hormony? czy aż tak podła? Kiedy upstrzonym złotymi pierścionkami paluchem zaczęła mi wygrażać, dając burę i reprymendę, bo mama jest nie zadbana i brzydko pachnie! Zrobiło mi się jej żal. Moja matka leżała ponad tydzień w gorączce i z pampersem, nie miała siły dojść do toalety, czym ma pachnieć, jak nie życiem, ale to nic w porównaniu z fetorem strachu, jaki wionął od żony mojego brata.  Nawet drogie perfumy, którymi zlewa się codziennie,  nie były w stanie zabić odoru strachu, który swoją intensywnością przebija wszystkie zapachy świata.
Przerażona, że odbiorę jej unormowane wygodne życie, że będzie musiała zmienić plany wakacyjne all inclusive, że zachwieję jej poukładanym światem sukcesu  … bo jak uzasadnić, że od czterech lat jej mąż, ona ani jej dzieci nie zaangażowali się w opiekę nad chorymi rodzicami męża.
Tak, cztery lata sama ponoszę ciężar opieki nad rodzicami z pełnymi tego konsekwencjami, ja i moje  małoletnie dziecko.
To ty jesteś problemem! Tak, jestem i będę Waszym problemem, aż do końca. Każdego dnia, będziecie szukać znieważających argumentów i ohydnych obelg, aby mnie nimi obrzucać, bo tylko w ten sposób będziecie mogli sami przed sobą uzasadnić, dlaczego nie zrobiliście nic, dlaczego nie przyjęliście na siebie części opieki nad chorą matką …….
Piętnastominutowa wizyta w czasie pracy to jałmużna, którą usiłuje mój brat zagłuszyć sumienie, bo przecież odwiedza matkę, tylko siostra jest problemem, bo przecież matkę się ubezwłasnowolni, odda do domu opieki, mieszkanie sprzeda ….. a ty pod most – dorzuciła z błyskami w oczach jego żona i jej dzika iskrząca satysfakcja, aż z niej tryskała. Nareszcie mogła sobie ulżyć, wyrzuciła z siebie całą żółć i nienawiść do mnie, spadła jej judaszowa maska i zobaczyłam szkaradną, nędzną postać Smeagolla, Golluma rodem z powieści Tolkiena „Władca Pierścieni”.
Smutek i ogromny żal poczułam jednocześnie, bo już nic więcej nie mogłam zrobić, mogę się jedynie przyglądać, jak życie upomni się o swój dług …. dług który mają wobec mnie i mojego dziecka ….. Wyszli w poczuciu dobrze wykonanego zadania, podsumowali  całe moje życie, wbili  w trotuar, wyśmieli,  przywołali do porządku i pokazali gdzie moje miejsce ….
Jak dalej żyć? pytałam następnego dnia ….. tylko dzięki życzliwym ludziom, którzy mnie otaczają i wspierają, podniosłam głowę, wybaczyłam i spojrzałam już w inną przyszłość.
Dziękuję każdemu z osobna. Dziękuję za otuchę, której mi dodawaliście, aby siły mnie nie opuściły. Dziękuję za tę ogromną dawkę życzliwości i za to że wokół mnie są tacy wspaniali ludzie. Dziękuję.
ciąg dalszy pisze życie ... http://jakimon.blogspot.com/
 
© tekst i zdjęcia autor Irena Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz