Translate

sobota, 7 listopada 2015

Parada Niepodległości czyli święto wolności i radości w Gdyni.



Gdynia Parada Niepodległości 2013
... mam mało czasu w życiu ... odnalazłam w swoim archiwum wpis z 2013 roku i powróciły wspomnienia tego świątecznego dnia, więc publikuję to wspomnienie o paradzie niepodległości w oczekiwaniu na tegoroczne spotkanie :
 W świąteczny poniedziałek, zwieńczenie nadzwyczaj długiego listopadowego weekendu stanowi Parada Niepodległości. Uczęszczam na Parady w moim mieście od samego początku, z roku na rok są barwniejsze i oczywiście bardziej liczne. Biało czerwone akcenty i coraz więcej wystylizowanych osób w strojach i fryzurach z epoki czyli powrót do lat 20-tych tamtego wieku.  Aż miło, uśmiech na ustach pojawia się  już od  rana na samą myśl spotkania tylu radosnych ludzi w jednym miejscu, zawsze w takiej chwili przypominam sobie nasze plakatowe hasło: UŚMIECHNIJ SIĘ, JESTEŚ w GDYNI.Tutaj nawet kibice klubu piłkarskiego maszerują zwarci, a swoimi okrzykami i wystrzałami rac, wpisują się w  charakter tego tętniącego młodością miasta. Biało-czerwone chorągiewki, kotyliony, wiatraczki specjalne wydania gazet, to dodatki, gadżety, które przypominają, że jesteśmy razem, bezpieczni,  przynajmniej w tej chwili szczęśliwi i kiwamy do siebie radośnie się pozdrawiając. Lubię takie dni, chwile beztroski … Chociaż przychodzą też myśli refleksyjne, no nie tak ponure jak zazwyczaj, ale takie tam wspominki jak to kiedyś bywało … bardziej z przymusu niż z radości i jeszcze bardziej w proteście i nie są to wspomnienia emocji radosnych lecz gniewnych, a już na pewno nie świątecznych ….

Trochę weselszych wspomnień z przeszłości przywołała podróż autobusem, jaką odbyłam dzisiaj udając się na paradę. Autobus jak autobus, najnowsza generacja czyli więcej elektroniki niż władzy człowieka … podjechał wypełniony po brzegi, ja sprawnym ślizgiem wprawionego szczupaka wpełzłam do jego wnętrza, szczęśliwa, że się udało. Dawno nie pamiętam takich tłumów na przystankach i w autobusach. Jakieś 30 lat temu, to aby autobus ruszył, ktoś musiał zostać na przystanku i zatrzasnąć drzwi, teraz drzwi w autobusach zamyka komputer no i tutaj …. nasz dzisiejszy zapchany jak konserwa autobus nie mógł ruszyć, bo durny automat odmawiał współpracy i nie chciał  zamknąć drzwi … w pojeździe towarzystwo między pokoleniowe, młodzież wystylizowana, dziewczyny w makijażach i fryzurach niczym Pola Negri jak to jeden znawca tematu i historii kina określił, domagając się od dziewczynek przyznania, która to ta prawdziwa, a może Apolonia Chałupiec  … poczułam powrót do przeszłości i tą znaną atmosferę  integracji wokół problemu … Innym też przypomniały się te chwile i padło hasło, by odsunąć się od drzwi w stronę przeciwległej ściany ŚCIŚNIJMY SIĘ!  … no i się  ścisnęliśmy jak sardynki, kiedyś taka jazda była normą, teraz egzotyką … ale efekt został osiągnięty … automat oszukany, limity i ograniczenia też, więc ruszyliśmy, powoli, z mozołem … przez chwilę przemknęła mi myśl nad głupotą naszego autobusowego tłumu … ten przeciążony pojazd na naszych osiedlowych dosyć ostrych zakrętach  może przecież … ale szybko dałam spokój z tymi wizjami, mówi się trudno, tkwię jako sprasowana konserwowa ryba i rozpływam się w sosie własnym, z własnej nie przymuszonej woli więc nie ma co biadolić … Aż trudno uwierzyć, że kiedyś tak właśnie jeździłam codziennie i byłam szczęśliwa, gdy autobus w ogóle przyjechał …. Dopiero kiedy świętej pamięci Franciszka Cegielska  została Prezydentem naszego miasta, wydarzył się cud … Pamiętam jak przyszłam na przystanek i okazało się, że autobus już odjechał, jak to odjechał, no tak zgodnie z rozkładem odjechał, a ja miałam 2 minuty spóźnienia … Tak to było nieprawdopodobne, ale tak już zostało, u nas autobusy i trolejbusy jeżdżą zgodnie z rozkładem jazdy i już. Niby normalne, ale dla mnie wiele rzeczy normalnych jest cudownym objawieniem, bo gdy dorastało się w czasach gdy wszystko postawione było na głowie to normalne rzeczy wzbudzają zachwyt i do szczęścia tak niewiele potrzeba, wystarczy, że papier toaletowy jest różowy miękki i pachnie …
© tekst i zdjęcia autor Irena Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl


Kolorowe Smaki Życia

niedziela, 1 listopada 2015

Wspomnienie ...

wspomnienie ...
Piękny jesienny  dzień ... Dzień Wszystkich Świętych ... 1 listopada ... pierwsza myśl tego poranka zatrzymała się przy pożegnaniach z bliskimi ... Znalazłam stare wpisy już publikowane,ale teraz z perspektywy czasu odbieram je inaczej więc w ten szczególny dzień pozwolę sobie je przytoczyć :

Syn? …. To dlaczego do mnie nie przyjechał?
 
Opublikowano 22 kwietnia 2013,
Kolejny słoneczny wiosenny dzień. Biegunka trochę odpuściła. Chyba wracamy do naszej codzienności.
Wstąpiła w nas nadzwyczajna energia. Mama w swoich dzisiejszych wypowiedziach chwilami bełkotliwych, a czasem nawet składnych wyraża swoje rozżalenie nad nieszczęściem i boleścią jaka ją spotkała. Pytając co i rusz ….. za co tak cierpię? …  i dlaczego mnie to spotyka? ….. Nie znam odpowiedzi na to pytanie więc ona je powtarza, a ja dodaję jedynie a, kto to wie.I tak sobie snujemy przedpołudniową pogawędkę doprowadzając się do porządku po minionej jako takiej nocy.
Pogoda zachęca do porządków, moja przyjaciółka w niedoli zaplanowała mycie okien. Tak mnie zainspirowała, że poszłam tym tropem i umyłam – co prawda tylko w salonie, ale to dobry początek. Mama w tym czasie napawała się słońcem siedząc na balkonowym fotelu i z zainteresowaniem rozglądała się po okolicy. Mycie okien to zdecydowanie zajęcie dla rąk, więc głowa całkiem uwolniła potok refleksji i przemyśleń, a tych u mnie ostatnio na pęczki w szczególności na tematy rodzinne, a hasło brat  jest jednym z głównych słów kluczowych. Wiele wiąże się z nim skojarzeń, lecz dzisiaj wyjątkowo jedno ciągle powraca.
Jakąś chwilę temu mama miała urodziny. Mój brat, jako dobry syn, który odwiedza matkę parę razy w miesiącu na jakieś 15 minut, w dniu urodzin oczywiście również stanął na wysokości zadania i zadzwonił. Oczywiście do mnie, bo przecież mama nie odbiera telefonu …… rozmowa była krótka, ale chyba bardzo treściwa. Po czym mama stwierdziła, że coś mówił ….. więc tłumaczę powoli drukowanymi i trzy razy, że są jej URODZINY, więc SYN zadzwonił i złożył urodzinowe życzenia, na co ta nikogo nie poznająca już i wydawałoby się niewiele rozumiejąca chora na Alzheimera osoba wyraźnie się ożywiła i poruszona ze zdziwieniem stwierdziła to był syn, to dlaczego do mnie nie przyjechał …

Tylko Ciebie będę pamiętać.
 
Opublikowano 16 maja 2013
Nareszcie udało się namówić mamę na spacer. Czy to chwilowe ożywienie, czy wspomnienie? Nieważne, co spowodowało pojawienie się chęci, najważniejsze, że wyszłyśmy na spacer.
Kroczek za kroczkiem powolutku, pokonywałyśmy krótki odcinek z domu na pobliski ryneczek, gdzie królują obecnie stragany z  sadzonkami przeróżnych roślin, a prym wiedzie kolorowy dywan pelargonii, które  tak naprawdę były celem tej wyprawy. Kolejna roślinka do balkonowego ogródeczka. Osiągnęłam już poziom radowania się drobnymi zwykłymi rzeczami i czynnościami, na które kiedyś nie zwracałam uwagi, bo były takie normalne, zwykłe, automatyczne. Spacer, kąpiel, ubieranie i rozbieranie się takie proste czynności, a jakże często sprawiają trudność i pochłaniają całą masę czasu. Czas też ma inny wymiar, nie da się niczego przyśpieszyć, ani zwiększyć tempa tu działa spowolnienie. Tak naprawdę, to dopiero dwa lata temu odważyłam się zmierzyć z moimi domysłami i zadałam pytanie wprost … powiedz mi, kim ja jestem? Mama długo patrzyła na mnie, jakby zastanawiając się, aż w końcu powiedziała  …. no ja nie wiem, powiedz mi! To był i dla mnie i dla niej moment przełomowy. Ja już miałam pewność, że to alzheimer, a Ona nareszcie mogła ze spokojem pytać kim jest, ile ma lat, jak się nazywa, gdzie mieszka ...  Już otwarcie mówiła,  że znajduje się w czarnej dziurze i nic nie wie …. Musisz mi dużo powiedzieć ….  i całymi dniami po wielokroć zadając te same pytania, wypytywała o szczegóły podstawowych danych osobowych. Każdą informację przyjmowała z niedowierzaniem, ze śmiechem kręcąc głową … ja mam córkę Ty żartujesz? …. nie, nie żartuję, to ja jestem Twoją córką … mówię ze spokojem, ona najpierw się śmieje, a potem już zupełnie poważna spokojnie mówi :
… no widzisz to ja Tylko Ciebie będę pamiętać, bo tutaj jesteś …..


Alzheimer atakuje powoli
 
Opublikowano 29 maja 2013
Alzheimer to cichy zabójca, atakuje powoli, czyni to dzień za dniem czasami trwa to całe lata zanim najbliższe otoczenie zorientuje się, że ma do czynienie z chorobą Alzheimera.
Tak też było i w moim przypadku. W naszej rodzinie nie mieliśmy tego rodzaju doświadczeń, no owszem jakaś demencja starcza czy coś podobnego jednakże rozumiane jako coś naturalnego związanego z nieuchronnością starzenia się i tyle. Ale Alzheimer? Przyznam, że zupełnie nie zajmowałam się tym tematem. Docierały do mnie informacje związane z rakiem, zawałami, cukrzycą … alzheimer owszem słyszałam, ale jeszcze dwa lata temu był dla mnie abstrakcją. Parę lat temu w czasach aktywności zawodowej, gdy zmierzałam o poranku do biura firmy w której byłam zatrudniona, codziennie chwytając za klamkę drzwi wejściowych z ciekawością spoglądałam w okno na pierwszym piętrze pobliskiej kamienicy, myśląc czy dzisiaj też stoi. Tak stała …. codziennie stała patrząc przed siebie, starsza Pani, stała bez ruchu zamyślona, ….  ciekawe na co czeka? Stoi codziennie o tej samej porze? Trochę mnie to zastanawiało, ale przecież to nie moja sprawa! Teraz kiedy widzę jak moja mama staje przy oknie i stoi nieruchomo, bardzo długo wpatrując się w przestrzeń ….. już nie muszę pytać. Teraz już wiem i gdy sięgam pamięcią do wspomnień to widzę jasno jak na dłoni, jak ta choroba rozwijała się , powoli dzień po dniu odbierając nam radość życia i obcowania ze sobą, zamieniając miłość w piekło walki  o nieistotne zupełnie rzeczy. Mogę jedynie podziękować opatrzności, że nie uciekłam na drugi koniec świata, że trwałam przy niej mimo wszystko by odkryć swoje człowieczeństwo i sens bycia tutaj. Mama nie potrafiła okazywać miłości, miała trudny charakter i łatwiej wypowiadała złe, przykre słowa tak jakby to co dobre nie mogło przejść jej przez gardło. Natomiast wyzwiska i złorzeczenia były chlebem powszednim. Ale też zdarzały się takie dni które jaśniały niczym gwiazdy na nieboskłonie, dni kiedy jej umysł się rozjaśniał i potrafiła docenić i pochwalić. Potrafiła też poprosić ... latem ubiegłego roku w ciepły, słoneczny lipcowy dzień urządziłyśmy sobie balkonowe party ... trunków wyskokowych nie było, ale orzeźwiające wpisywały się w klimat all inclusive. Dopisywały nam dobre humory i powtarzałyśmy naszą lekcję czyli  kto kim jest, gdzie mieszka i co robi ….. w trakcie powtórki tego materiału, mama spojrzała na mnie i spytała, …. Ale ja tutaj zostanę? Trochę się zdziwiłam, więc pytam co ma na myśli … No tutaj zostanę nigdzie nie pójdę …. Mamo, a gdzie masz pójść? No, że tutaj już zostanę i mnie nigdzie nie oddasz … łzy ścisnęły mi gardło i z trudem wykrztusiłam …. pewnie, że tutaj zostaniesz, przecież tu mieszkasz i nigdzie nie pójdziesz. Wówczas jej twarz rozjaśnił  uśmiech, poderwała się z krzesła i dalej mnie ściskać i całować jednocześnie powtarzając dziękuję ci, ... dziękuję ci …

 Ostatni Widok z Okna ... Pożegnanie

Opublikowano 6 lipca 2014
Niedziela szósty dzień lipca, nie będzie już komentarza poranka ... To mój ostatni wpis o Widoku z Okna i ostatni komentarz poranka. Zamykam okno, okno przy którym moja Mama chora na Alzheimera spędziła wiele godzin. To Jej widok z okna, ciągle ten sam obserwowany godzinami przez ostatnie pięć lat. Byłam z nią tak jak chciała ... byłam i towarzyszyłam minuta po minucie powolnemu odchodzeniu w niepamięć ... Pamiętam ten dzień kiedy zdobyłam się na pytanie ... powiedz kim jestem? i usłyszałam jej odpowiedź ... nie wiem, powiedz mi ... jestem Twoją córką ... i to bezgraniczne zdziwienie, jednocześnie radość, że nareszcie się czegoś dowiedziała ... Już wiedziałam, już nie domyślałam się ... Ona zapadała się niepamięć ... Pamiętam te krótkie chwile przebłysku jasności, kiedy uczyłyśmy się i powtarzałyśmy podstawowe informacje ... jak się nazywam, ile mam lat, gdzie mieszkam ... byłam jej pamięcią. Byłam ... obiecałam ... obiecałam w piękny słoneczny lipcowy dzień parę lat temu, dzień przebłysku jasności, gdy zamartwiała się co z nią będzie, a ja ją pocieszałam ... będzie dobrze ... ale nigdzie nie pójdę, pytała z niepokojem ... pewnie, że nie pójdziesz, mówiłam uspokajająco ... Ale mnie nigdzie nie oddasz? Zadała w końcu to pytanie ... Zostanę tutaj, obiecujesz? Obiecuję, powiedziałam obiecuję, zostaniesz tutaj ... Tak też się stało, odchodziła powoli w swoim otoczeniu, ze swoim widokiem z okna ... To Ona pokazała mi różową chmurkę ... zobacz, zobacz dobiegł mnie jej krzyk .. biegnę, co się stało ... zobacz to, to ... i wskazuje palcem, bo nie potrafi nazwać ... A ja widzę różową chmurkę ... piękną, ale tylko chmurkę ... ważną ? dlaczego? Tak zaczął się cykl moich codziennych wpisów i komentarza poranka o widoku z okna. Czasem padały z różnych stron pytania dlaczego pokazujesz ciągle te same zdjęcia, ten sam widok? Teraz wyjaśniam to widok mojej Mamy, która stała przy tym oknie całymi godzinami i pokazała mi coś czego wcześniej nie dostrzegałam ... różową chmurkę ...

Zamykam okno, Jej okno ... odeszła dzisiejszej nocy i płynie już z tą różową chmurką ....
Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną w czasie tych trudnych pięciu lat ... Dałam radę, wywiązałam się z danej obietnicy ... dziękuję wszystkim, którzy mi w tym pomogli ...

© tekst i zdjęcia autor Irena Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl


Kolorowe Smaki Życia