Translate

sobota, 12 grudnia 2015

znowu 13 grudnia

Jakiś czas temu zatrzymałam się przy tej dacie  i zostawiłam parę własnych refleksji na temat 13-go grudnia .... Powrót do zwykłej codzienności mi się marzył, zwykły dzień bez nadzwyczajnych ekscytacji ... taki zwykły dzień mi się marzył. Ot wstajesz rano miły dzień, może spotkam kogoś miłego, może pogadam o pierdołach pośmieję się, ktoś złoży życzenia, jakaś kawka, jakaś słodycz ... ot taki zwykły dzień urodzin tylko tyle albo aż tyle. Aż tyle, bo te dni grudniowe bardzo są naznaczone wspomnieniami, a pamięć minionych zdarzeń co i rusz prowokuje do konfrontacji z rzeczywistością. Niestety potęga władzy i ambicje polityków co i rusz doprowadzają krew do wrzenia ... Włosy stają dęba, krew się gotuje i znowu ulice zapełniają się tłumami ... znowu grudzień robi się gorący, rozpolitykowany i pali jak żelazo rozgrzane do czerwoności z jednej strony wspomnienie minionych chwil, tych z dzieciństwa, tych z młodości, tych obecnych ... i niepokoju tych chwil  co przyjdą ... znowu 13 grudnia kolejny na moim liczniku i kolejny zabarwiony polityką ...
czytaj :
http://iruchna.blogspot.com/2013/12/13-grudnia-tym-razem-piatek.html

Kolorowe Smaki Życia


czwartek, 10 grudnia 2015

Piąteczek i Weekendzik czyli Korkowe Opowieści

Grudniowe w Korku Opowieści
Już grudzień ... czas pędzi jak oszalały ... chociaż powiem szczerze nie wiem dlaczego, tak mu się śpieszy. Ledwo jeden miesiąc się zaczyna już widzę jego koniec, a dni wirują jak na karuzeli. To tyle na temat mojego zadziwienia nad tempem upływającego czasu, zatrzymuję się na chwilę i spoglądając przez pryzmat ulicznego korka snuję codzienne korkowe opowieści. Tydzień, Miesiąc, Poranek, Dzień, Rok znane towarzystwo ... dostrzegam w tym gronie nowe osóbki . Otóż całkiem niedawno dotarło do mnie, że coraz większe        znaczenie zyskuje Weekendzik i Piąteczek.Rozbrykane chłopaczki niewiele mają wspólnego ze swoim starszym rodzeństwem, Weekend i Piątek spoglądają z pobłażaniem na wybryki maluchów wiele im wybaczając. Ja przyznam szczerze już w okolicach Wtorku usłyszałam łobuzerskie pogwizdywanie Piąteczku, no nie miałam mu tego za złe, jego filuterny uśmiech jest zaraźliwy więc odwzajemniłam i mruknęłam pod nosem już niedługo się zobaczymy czyli do zobaczenia w Piątek. Chociaż może zabrzmi to dziwnie, spotkałam malucha już dzisiejszego poranka, zaraz po przebudzeniu z radością powitałam Czwartek, bo myśl że jutro już  Piąteczek zastuka do drzwi dodaje werwy i zapału. Piąteczek to taki króliczek, którego gonię już od Poniedziałku i złapać nie mogę ... bo wpadam  z impetem na Piątek, Weekend i tyle z moich poznawczych zapędów. Dorasta więc Piąteczek z Weekendzikiem w swawolnej atmosferze, nabiera krzepy i mocy, tryskając radością i rozdając obietnice zyskuje zwolenników, fanów i wyznawców ... nim się spostrzegę znajdą pewnie zasłużone miejsce na planie Tygodnia ... nie dziwi więc niepokój z jakim Piątek i Weekend spoglądają na wyczyny i rosnącą popularność nowicjuszy. Piątek i Weekend do tej pory brylowali na salonach relaksu,  wydawało się że palmy pierwszeństwa nikt im  nie odbierze ... a jednak takie cudaki ... Piąteczek i Weekendzik  ... kto by pomyślał ... a jednak ...

wśród Korporacyjnych  Opowieści: 
Romans Tygodnia :
 http://iruchna.blogspot.com/2013/11/romans-tygodnia.html
Niedziela bogata w myśli atrakcyjne : http://pierwszamysl.blogspot.com/2014/08/niedziela-bogata-w-mysli-atrakcyjne.html
Poniedziałkowe Myśli Adekwatne : http://pierwszamysl.blogspot.com/2014/08/poniedziakowe-adekwatne-mysli.html


Kolorowe Smaki Życia


sobota, 7 listopada 2015

Parada Niepodległości czyli święto wolności i radości w Gdyni.



Gdynia Parada Niepodległości 2013
... mam mało czasu w życiu ... odnalazłam w swoim archiwum wpis z 2013 roku i powróciły wspomnienia tego świątecznego dnia, więc publikuję to wspomnienie o paradzie niepodległości w oczekiwaniu na tegoroczne spotkanie :
 W świąteczny poniedziałek, zwieńczenie nadzwyczaj długiego listopadowego weekendu stanowi Parada Niepodległości. Uczęszczam na Parady w moim mieście od samego początku, z roku na rok są barwniejsze i oczywiście bardziej liczne. Biało czerwone akcenty i coraz więcej wystylizowanych osób w strojach i fryzurach z epoki czyli powrót do lat 20-tych tamtego wieku.  Aż miło, uśmiech na ustach pojawia się  już od  rana na samą myśl spotkania tylu radosnych ludzi w jednym miejscu, zawsze w takiej chwili przypominam sobie nasze plakatowe hasło: UŚMIECHNIJ SIĘ, JESTEŚ w GDYNI.Tutaj nawet kibice klubu piłkarskiego maszerują zwarci, a swoimi okrzykami i wystrzałami rac, wpisują się w  charakter tego tętniącego młodością miasta. Biało-czerwone chorągiewki, kotyliony, wiatraczki specjalne wydania gazet, to dodatki, gadżety, które przypominają, że jesteśmy razem, bezpieczni,  przynajmniej w tej chwili szczęśliwi i kiwamy do siebie radośnie się pozdrawiając. Lubię takie dni, chwile beztroski … Chociaż przychodzą też myśli refleksyjne, no nie tak ponure jak zazwyczaj, ale takie tam wspominki jak to kiedyś bywało … bardziej z przymusu niż z radości i jeszcze bardziej w proteście i nie są to wspomnienia emocji radosnych lecz gniewnych, a już na pewno nie świątecznych ….

Trochę weselszych wspomnień z przeszłości przywołała podróż autobusem, jaką odbyłam dzisiaj udając się na paradę. Autobus jak autobus, najnowsza generacja czyli więcej elektroniki niż władzy człowieka … podjechał wypełniony po brzegi, ja sprawnym ślizgiem wprawionego szczupaka wpełzłam do jego wnętrza, szczęśliwa, że się udało. Dawno nie pamiętam takich tłumów na przystankach i w autobusach. Jakieś 30 lat temu, to aby autobus ruszył, ktoś musiał zostać na przystanku i zatrzasnąć drzwi, teraz drzwi w autobusach zamyka komputer no i tutaj …. nasz dzisiejszy zapchany jak konserwa autobus nie mógł ruszyć, bo durny automat odmawiał współpracy i nie chciał  zamknąć drzwi … w pojeździe towarzystwo między pokoleniowe, młodzież wystylizowana, dziewczyny w makijażach i fryzurach niczym Pola Negri jak to jeden znawca tematu i historii kina określił, domagając się od dziewczynek przyznania, która to ta prawdziwa, a może Apolonia Chałupiec  … poczułam powrót do przeszłości i tą znaną atmosferę  integracji wokół problemu … Innym też przypomniały się te chwile i padło hasło, by odsunąć się od drzwi w stronę przeciwległej ściany ŚCIŚNIJMY SIĘ!  … no i się  ścisnęliśmy jak sardynki, kiedyś taka jazda była normą, teraz egzotyką … ale efekt został osiągnięty … automat oszukany, limity i ograniczenia też, więc ruszyliśmy, powoli, z mozołem … przez chwilę przemknęła mi myśl nad głupotą naszego autobusowego tłumu … ten przeciążony pojazd na naszych osiedlowych dosyć ostrych zakrętach  może przecież … ale szybko dałam spokój z tymi wizjami, mówi się trudno, tkwię jako sprasowana konserwowa ryba i rozpływam się w sosie własnym, z własnej nie przymuszonej woli więc nie ma co biadolić … Aż trudno uwierzyć, że kiedyś tak właśnie jeździłam codziennie i byłam szczęśliwa, gdy autobus w ogóle przyjechał …. Dopiero kiedy świętej pamięci Franciszka Cegielska  została Prezydentem naszego miasta, wydarzył się cud … Pamiętam jak przyszłam na przystanek i okazało się, że autobus już odjechał, jak to odjechał, no tak zgodnie z rozkładem odjechał, a ja miałam 2 minuty spóźnienia … Tak to było nieprawdopodobne, ale tak już zostało, u nas autobusy i trolejbusy jeżdżą zgodnie z rozkładem jazdy i już. Niby normalne, ale dla mnie wiele rzeczy normalnych jest cudownym objawieniem, bo gdy dorastało się w czasach gdy wszystko postawione było na głowie to normalne rzeczy wzbudzają zachwyt i do szczęścia tak niewiele potrzeba, wystarczy, że papier toaletowy jest różowy miękki i pachnie …
© tekst i zdjęcia autor Irena Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl


Kolorowe Smaki Życia

niedziela, 1 listopada 2015

Wspomnienie ...

wspomnienie ...
Piękny jesienny  dzień ... Dzień Wszystkich Świętych ... 1 listopada ... pierwsza myśl tego poranka zatrzymała się przy pożegnaniach z bliskimi ... Znalazłam stare wpisy już publikowane,ale teraz z perspektywy czasu odbieram je inaczej więc w ten szczególny dzień pozwolę sobie je przytoczyć :

Syn? …. To dlaczego do mnie nie przyjechał?
 
Opublikowano 22 kwietnia 2013,
Kolejny słoneczny wiosenny dzień. Biegunka trochę odpuściła. Chyba wracamy do naszej codzienności.
Wstąpiła w nas nadzwyczajna energia. Mama w swoich dzisiejszych wypowiedziach chwilami bełkotliwych, a czasem nawet składnych wyraża swoje rozżalenie nad nieszczęściem i boleścią jaka ją spotkała. Pytając co i rusz ….. za co tak cierpię? …  i dlaczego mnie to spotyka? ….. Nie znam odpowiedzi na to pytanie więc ona je powtarza, a ja dodaję jedynie a, kto to wie.I tak sobie snujemy przedpołudniową pogawędkę doprowadzając się do porządku po minionej jako takiej nocy.
Pogoda zachęca do porządków, moja przyjaciółka w niedoli zaplanowała mycie okien. Tak mnie zainspirowała, że poszłam tym tropem i umyłam – co prawda tylko w salonie, ale to dobry początek. Mama w tym czasie napawała się słońcem siedząc na balkonowym fotelu i z zainteresowaniem rozglądała się po okolicy. Mycie okien to zdecydowanie zajęcie dla rąk, więc głowa całkiem uwolniła potok refleksji i przemyśleń, a tych u mnie ostatnio na pęczki w szczególności na tematy rodzinne, a hasło brat  jest jednym z głównych słów kluczowych. Wiele wiąże się z nim skojarzeń, lecz dzisiaj wyjątkowo jedno ciągle powraca.
Jakąś chwilę temu mama miała urodziny. Mój brat, jako dobry syn, który odwiedza matkę parę razy w miesiącu na jakieś 15 minut, w dniu urodzin oczywiście również stanął na wysokości zadania i zadzwonił. Oczywiście do mnie, bo przecież mama nie odbiera telefonu …… rozmowa była krótka, ale chyba bardzo treściwa. Po czym mama stwierdziła, że coś mówił ….. więc tłumaczę powoli drukowanymi i trzy razy, że są jej URODZINY, więc SYN zadzwonił i złożył urodzinowe życzenia, na co ta nikogo nie poznająca już i wydawałoby się niewiele rozumiejąca chora na Alzheimera osoba wyraźnie się ożywiła i poruszona ze zdziwieniem stwierdziła to był syn, to dlaczego do mnie nie przyjechał …

Tylko Ciebie będę pamiętać.
 
Opublikowano 16 maja 2013
Nareszcie udało się namówić mamę na spacer. Czy to chwilowe ożywienie, czy wspomnienie? Nieważne, co spowodowało pojawienie się chęci, najważniejsze, że wyszłyśmy na spacer.
Kroczek za kroczkiem powolutku, pokonywałyśmy krótki odcinek z domu na pobliski ryneczek, gdzie królują obecnie stragany z  sadzonkami przeróżnych roślin, a prym wiedzie kolorowy dywan pelargonii, które  tak naprawdę były celem tej wyprawy. Kolejna roślinka do balkonowego ogródeczka. Osiągnęłam już poziom radowania się drobnymi zwykłymi rzeczami i czynnościami, na które kiedyś nie zwracałam uwagi, bo były takie normalne, zwykłe, automatyczne. Spacer, kąpiel, ubieranie i rozbieranie się takie proste czynności, a jakże często sprawiają trudność i pochłaniają całą masę czasu. Czas też ma inny wymiar, nie da się niczego przyśpieszyć, ani zwiększyć tempa tu działa spowolnienie. Tak naprawdę, to dopiero dwa lata temu odważyłam się zmierzyć z moimi domysłami i zadałam pytanie wprost … powiedz mi, kim ja jestem? Mama długo patrzyła na mnie, jakby zastanawiając się, aż w końcu powiedziała  …. no ja nie wiem, powiedz mi! To był i dla mnie i dla niej moment przełomowy. Ja już miałam pewność, że to alzheimer, a Ona nareszcie mogła ze spokojem pytać kim jest, ile ma lat, jak się nazywa, gdzie mieszka ...  Już otwarcie mówiła,  że znajduje się w czarnej dziurze i nic nie wie …. Musisz mi dużo powiedzieć ….  i całymi dniami po wielokroć zadając te same pytania, wypytywała o szczegóły podstawowych danych osobowych. Każdą informację przyjmowała z niedowierzaniem, ze śmiechem kręcąc głową … ja mam córkę Ty żartujesz? …. nie, nie żartuję, to ja jestem Twoją córką … mówię ze spokojem, ona najpierw się śmieje, a potem już zupełnie poważna spokojnie mówi :
… no widzisz to ja Tylko Ciebie będę pamiętać, bo tutaj jesteś …..


Alzheimer atakuje powoli
 
Opublikowano 29 maja 2013
Alzheimer to cichy zabójca, atakuje powoli, czyni to dzień za dniem czasami trwa to całe lata zanim najbliższe otoczenie zorientuje się, że ma do czynienie z chorobą Alzheimera.
Tak też było i w moim przypadku. W naszej rodzinie nie mieliśmy tego rodzaju doświadczeń, no owszem jakaś demencja starcza czy coś podobnego jednakże rozumiane jako coś naturalnego związanego z nieuchronnością starzenia się i tyle. Ale Alzheimer? Przyznam, że zupełnie nie zajmowałam się tym tematem. Docierały do mnie informacje związane z rakiem, zawałami, cukrzycą … alzheimer owszem słyszałam, ale jeszcze dwa lata temu był dla mnie abstrakcją. Parę lat temu w czasach aktywności zawodowej, gdy zmierzałam o poranku do biura firmy w której byłam zatrudniona, codziennie chwytając za klamkę drzwi wejściowych z ciekawością spoglądałam w okno na pierwszym piętrze pobliskiej kamienicy, myśląc czy dzisiaj też stoi. Tak stała …. codziennie stała patrząc przed siebie, starsza Pani, stała bez ruchu zamyślona, ….  ciekawe na co czeka? Stoi codziennie o tej samej porze? Trochę mnie to zastanawiało, ale przecież to nie moja sprawa! Teraz kiedy widzę jak moja mama staje przy oknie i stoi nieruchomo, bardzo długo wpatrując się w przestrzeń ….. już nie muszę pytać. Teraz już wiem i gdy sięgam pamięcią do wspomnień to widzę jasno jak na dłoni, jak ta choroba rozwijała się , powoli dzień po dniu odbierając nam radość życia i obcowania ze sobą, zamieniając miłość w piekło walki  o nieistotne zupełnie rzeczy. Mogę jedynie podziękować opatrzności, że nie uciekłam na drugi koniec świata, że trwałam przy niej mimo wszystko by odkryć swoje człowieczeństwo i sens bycia tutaj. Mama nie potrafiła okazywać miłości, miała trudny charakter i łatwiej wypowiadała złe, przykre słowa tak jakby to co dobre nie mogło przejść jej przez gardło. Natomiast wyzwiska i złorzeczenia były chlebem powszednim. Ale też zdarzały się takie dni które jaśniały niczym gwiazdy na nieboskłonie, dni kiedy jej umysł się rozjaśniał i potrafiła docenić i pochwalić. Potrafiła też poprosić ... latem ubiegłego roku w ciepły, słoneczny lipcowy dzień urządziłyśmy sobie balkonowe party ... trunków wyskokowych nie było, ale orzeźwiające wpisywały się w klimat all inclusive. Dopisywały nam dobre humory i powtarzałyśmy naszą lekcję czyli  kto kim jest, gdzie mieszka i co robi ….. w trakcie powtórki tego materiału, mama spojrzała na mnie i spytała, …. Ale ja tutaj zostanę? Trochę się zdziwiłam, więc pytam co ma na myśli … No tutaj zostanę nigdzie nie pójdę …. Mamo, a gdzie masz pójść? No, że tutaj już zostanę i mnie nigdzie nie oddasz … łzy ścisnęły mi gardło i z trudem wykrztusiłam …. pewnie, że tutaj zostaniesz, przecież tu mieszkasz i nigdzie nie pójdziesz. Wówczas jej twarz rozjaśnił  uśmiech, poderwała się z krzesła i dalej mnie ściskać i całować jednocześnie powtarzając dziękuję ci, ... dziękuję ci …

 Ostatni Widok z Okna ... Pożegnanie

Opublikowano 6 lipca 2014
Niedziela szósty dzień lipca, nie będzie już komentarza poranka ... To mój ostatni wpis o Widoku z Okna i ostatni komentarz poranka. Zamykam okno, okno przy którym moja Mama chora na Alzheimera spędziła wiele godzin. To Jej widok z okna, ciągle ten sam obserwowany godzinami przez ostatnie pięć lat. Byłam z nią tak jak chciała ... byłam i towarzyszyłam minuta po minucie powolnemu odchodzeniu w niepamięć ... Pamiętam ten dzień kiedy zdobyłam się na pytanie ... powiedz kim jestem? i usłyszałam jej odpowiedź ... nie wiem, powiedz mi ... jestem Twoją córką ... i to bezgraniczne zdziwienie, jednocześnie radość, że nareszcie się czegoś dowiedziała ... Już wiedziałam, już nie domyślałam się ... Ona zapadała się niepamięć ... Pamiętam te krótkie chwile przebłysku jasności, kiedy uczyłyśmy się i powtarzałyśmy podstawowe informacje ... jak się nazywam, ile mam lat, gdzie mieszkam ... byłam jej pamięcią. Byłam ... obiecałam ... obiecałam w piękny słoneczny lipcowy dzień parę lat temu, dzień przebłysku jasności, gdy zamartwiała się co z nią będzie, a ja ją pocieszałam ... będzie dobrze ... ale nigdzie nie pójdę, pytała z niepokojem ... pewnie, że nie pójdziesz, mówiłam uspokajająco ... Ale mnie nigdzie nie oddasz? Zadała w końcu to pytanie ... Zostanę tutaj, obiecujesz? Obiecuję, powiedziałam obiecuję, zostaniesz tutaj ... Tak też się stało, odchodziła powoli w swoim otoczeniu, ze swoim widokiem z okna ... To Ona pokazała mi różową chmurkę ... zobacz, zobacz dobiegł mnie jej krzyk .. biegnę, co się stało ... zobacz to, to ... i wskazuje palcem, bo nie potrafi nazwać ... A ja widzę różową chmurkę ... piękną, ale tylko chmurkę ... ważną ? dlaczego? Tak zaczął się cykl moich codziennych wpisów i komentarza poranka o widoku z okna. Czasem padały z różnych stron pytania dlaczego pokazujesz ciągle te same zdjęcia, ten sam widok? Teraz wyjaśniam to widok mojej Mamy, która stała przy tym oknie całymi godzinami i pokazała mi coś czego wcześniej nie dostrzegałam ... różową chmurkę ...

Zamykam okno, Jej okno ... odeszła dzisiejszej nocy i płynie już z tą różową chmurką ....
Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną w czasie tych trudnych pięciu lat ... Dałam radę, wywiązałam się z danej obietnicy ... dziękuję wszystkim, którzy mi w tym pomogli ...

© tekst i zdjęcia autor Irena Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl


Kolorowe Smaki Życia



piątek, 9 października 2015

Hipokryzja i socjotechnika czyli dobry człowiek


... piątek  ... dzień się budzi ...
... mam mało czasu w życiu ... Piąteczek budzi się rześkim porankiem, a moje październikowe refleksje  zupełnie nie przystające do tego pięknego daru natury. Wylewa się z gardła mazia żygowinowa i trudno pozbyć się obrzydzenia do otaczającego świata. Komunikacja między ludzka staje się z dnia na dzień coraz trudniejsza bo wszechobecny fałsz wyłazi na światło dzienne i  przesłania słoneczne promienie. Jak żyć … rzec by się chciało cytatem już dość wyświechtanym , ale odpowiedzi przecież nie usłyszę więc po co rzucać te słowa na wiatr.
 Świat w którym świętojebliwa hipokryzja i socjotechnika  tak głęboko zakorzeniły się w naszym życiu, że nawet już tego nie zauważamy. I standardem staje się … mówisz jedno, myślisz drugie robisz trzecie … Nie chcę takiego świata i nie ma mojej zgody na  takie traktowanie drugiego człowieka. W dość popularnym filmie jeden z głównych bohaterów miał zwyczaj mawiać … moje słowo droższe pieniędzy … w takim świecie zostałam wychowania i takie wartości zostały mi wpojone. Jeśli coś mówię to odpowiadam za swoje słowa, obiecuję to wywiązuję się … To takie proste. Wydawałoby się, ale nie w tym świecie kiedy otumanieni wachlarzem możliwości materialnego dobrobytu potrafimy okradać najbliższych, oszukiwać, a w każdej relacji potrzebny jest papier na potwierdzenie tego co mówisz lub mówią do Ciebie bo inaczej to jesteś w czarnej d….,bo inaczej to najbliższa osoba stanie przed Tobą i prosto w oczy będzie śmiała się z Twojej naiwności i rzuci Ci w twarz  … a udowodnisz mi to …,  bo inaczej  urzędnik, dyrektor, prezes .. powie prosto w twarz świadomie tego nie uczyniłem, sytuacja się zmieniła, może rzuci przepraszam … a Ty nie masz „papiera” na potwierdzenie obietnic, ustaleń …. Patrzę na ten świat pełen świętojebliwych hipokrytów co to rączki składają do modlitwy, biegają do świątyni, a kopią najbliższych , patrzę  na nich, gdy lecą do roboty i tam kopią współpracowników zgodnie z zasadami socjotechniki i uważają, że wszystko jest w porządku. Patrzę i zastanawiam się dlaczego w taki razie , skoro wszystko jest w takim porządku … zalewają się trunkami wszelkiej maści, wspomagaczami i innym przymulającym świństwem … dlaczego? Bo coś nie pasuje? Bo trzeba odepchnąć od siebie ten obrzydliwy świat w którym nie da się… żyć. Ale to nie świat, to Ty jesteś obrzydliwy sam dla siebie i tego robaka co toczy Twoje trzewia musisz zalewać i spychać w nicość swojego wnętrza, by znowu wstać i ruszyć w kolejny dzień dżungli gdzie walczysz o przetrwanie depczesz słabszych, by wyrwać dla siebie banana , zdobyć kolejną pomarańczę i zostać królem dżungli.  Oczywiście, że  są dotkliwe w codziennym życiu kopniaki, ale kiedy patrzę na tych co kopią, robi mi się zwyczajnie ich żal … małe robaczki  które w sieci życia gryzą kopią plują udając piękne szlachetne stworzenia … małe robaczki, które stosują wszelkie możliwe zasady by nazwać się dobrym człowiekiem … tylko dlaczego inni o nich tak nie mówią? Małe robaczki mówią … jestem dobrym człowiekiem używają złotych zgłosek by wypowiadać te słowa, ale są one tak puste że wiatr szybko je porywa. Tak, to twierdzenie … jest dobrym człowiekiem słyszałam wielokrotnie z ust ludzi którzy mówili tak o sobie, by tym stwierdzeniem przykryć swoje czyny, bo przecież jeśli jestem dobrym człowiekiem to czynię jedynie dobro czyli cokolwiek robię to dla dobra drugiego człowieka bo tylko ja wiem co dla tego drugiego człowieka będzie dobre … no i jest ok. Przepraszam, ale dla mnie nie jest okey i z tą nie zgodą na świat bez odpowiedzialności za gesty, słowa, bez szacunku dla drugiego człowieka, pozostanę już do końca, a w swojej naiwności nadal będę kształtować, swój mały świat w którym miłość jest najważniejsza, a dłoń wyciągnięta jest pomocna …. 




piątek, 17 kwietnia 2015

... nie każdy Piątek w Kwietniu ...

nie każdy piątek w kwietniu ...
Nie każdy piątek w kwietniu witał mnie o poranku chłodem, ten dzisiejszy przypomina jedynie o cieplutkim powitaniu dnia, które miało miejsce chwilę temu. No cóż jeśli nie zdążyłam docenić ciepłego powitania, albo raczej potraktowałam go jako coś naturalnego i wręcz należnego ... to dzisiejszy poranek jest zdecydowanie przysłowiowym kubłem zimnej wody, bo kwiecień nadal swoje prawa ma i właśnie je prezentuje, czyli ... przeplata, trochę zimy, trochę lata ... U mnie teraz zdecydowanie trochę zimy ... Ale nie lamentuję z tego powodu, co to, to nie! Jeśli już znalazłam chwilkę, by rozejrzeć się wokół, to nie po to by biadolić, narzekać i marszczyć brew, co to, to nie! Fakty są jakie, są jeśli nie mam na nie wpływu, to po prostu ubiorę się cieplej i ruszam w dzień z uśmiechem, kwasy i muchy w nosie nic tu nie pomogą więc dlaczego dodawać sobie nieprzyjemności ... zamiast dodawać radości. Przecież nie każdy piątek w kwietniu właśnie taki był ... pozostaje wyciągnąć wnioski i doceniać to co jest tu i teraz, cieszyć się tą właśnie chwilą ...

poniedziałek, 23 lutego 2015

Sobota rano ... a ja muszę ...

Sobota rano ... a ja muszę
W sobotni poranek przemykam sennymi uliczkami, a niczym cień kroczy tuż tuż obok, myśl o zewnętrznym przymusie, który pcha i pcha ... moje "muszę". Zostało ze mną to słowo wśród myśli, gestów i uczuć weekendowych, plątało się i miejsca dla siebie nie znalazło. Miejsca nie znalazło, bo ja nic nie muszę ... lecz chcę, to moja osobista decyzja, mój osobisty wybór. Pewnie najłatwiej jest rzucić ... muszę,  to słowo klucz załatwia wszystko, mówi wszystko i zamyka dyskusję ... no i oczywiście zdejmuje odpowiedzialność za tu i teraz wskazując na zewnętrzne "coś", tak łatwiej, prościej. Ale czym dłużej to "muszę" łazi za mną i smędzi ponurym marudzeniem tym wyraźniej widzę swój wpływ, kiedyś pojawiła się myśl, za nią powędrował gest, a teraz przybyło uczucie ... skażone tym "muszę". Czas oczekiwania na efekt, czyli to pomiędzy myślą, a jej realizacją często  i tym razem okazał się bardzo długi, rozciągnięty jak stara guma w gaciach ... tak, tak ... można więc zapomnieć o co tak naprawdę chodzi ... Można zapomnieć, że wiele wiele gestów potrzeba uczynić ... ale nie muszę, mogę wybrać inną myśl, podjąć inną decyzję ... podążyć inną drogą, bo zawsze jest jakiś wybór i jakaś decyzja ... ot chodzi o tę jedną i odpowiednią ... wówczas nie ma, ja muszę, jest ja chcę ... i każdy dzień będzie super hiper .... nawet poniedziałek ...


czwartek, 5 lutego 2015

Radosne powitanie ... myśli niczego sobie.

Czwartkowe myśli niczego sobie
Nareszcie ... tego czekałam i wyglądałam ... Myśli niczego sobie nareszcie pojawiły się, co prawda  dopiero w czwartek, ale lepiej późno niż wcale. Niby wszystko w porząsiu, niby na sto dwa ... ale czegoś brakuje? Tak już się dzieje nie raz i nie dwa, że niby wszystko jakoś się toczy, ale do pełni szczęścia i radosnego odczuwania chwili czegoś brakuje, jakiegoś elementu składowego ... i kisi się człowiek niczym przysłowiowa kapusta w beczce, ze swoimi emocjami uczuciami, myślami, aż przychodzi chwila olśnienia i spoglądasz na świat radośniej, bo dzień odzyskuje swój blask. Tak właśnie dzisiejszego poranka zajaśniało na moim nieboskłonie, bo  myśli niczego sobie uniosły smętną kotarę ... oby jak najdłużej radość poranka trwała ... Rzeczywistość jest jaka jest i jedyne co można zrobić na już i teraz to myśli niczego sobie pielęgnować, aby owoce wydały niczym życiodajna roślina. Może i durnowato to brzmi, ale wiadomo wszem i wobec, że od myśli się wszystko zaczyna więc nie dziw się, że tak wielką wagę przywiązuję do tych cudnych niczego sobie czwartkowych myśli, bo ich pojawienie to szansa na lepsze jutro ...Takie całkiem ... niczego sobie ...

wtorek, 20 stycznia 2015

W pogoni za zabawnym dniem ...

Wtorek Zabawnych Uczuć
Kiedy budzi się mój dzień z ciemności wyłania się pytanie ... jaki będzie? ... Tu natychmiast pojawia się gorączkowe poszukiwanie pozytywu ... pierwsza myśl czasem na pierwszy rzut oka wydaje się durna, ale po dłuższym przyjrzeniu nabiera innego koloru.
Tak i dzień dzisiejszy został oznaczony jako zabawny ... w poszukiwaniu uczuć zabawnych nogi dzisiaj schodziłam. Biegałam i biegałam, tak zapamiętałam się w tej pogoni za zabawnym dniem, aż w końcu zapomniałam za czym tak pędzę co ścigam, no i opadłam z sił. Zapadło się w czeluści wygodnego fotela moje znużone ciało, a myśli rozpędzone dalej biegły ... mówię stop, wystarczy już nie nadążam już mam dosyć ... Oj tam, oj tam, zaraz dosyć ... to chwilowe, przejściowe taka zadyszka, bo za szybko, za dużo ... wystarczy tylko trochę przystopować i nie gonić tego co blisko. Zabawne uczucia tak blisko ... tak blisko, że dojrzeć je trudno w tym pędzie ... Koniec z gonitwą ... zabawne uczucia pojawiły się niczym zajawka dnia, gonitwa za nimi niczym za króliczkiem jedynie zmęczenie przyniosła, a może tak przyjąć ten dar z wdzięcznością, uśmiechnąć się do zabawnych uczuć i zabawny dzień radośnie rozpocząć. 
Oto to !!! Nie wiem jaka zajawka pojawi się dnia jutrzejszego, ale już wiem, że nie ruszę w pogoń lecz  przyjmę co przyniesie pierwsza myśl o poranku i podziękuję, że przyszła do mnie i daje  kolejną szansę, by dzielić radość tego dnia ....

czwartek, 1 stycznia 2015

Noworoczne Powitanie ....

Noworoczne Powitanie
Pierwszy dzień Nowego 2015 Roku ... zdecydowanie zamiast pisać nareszcie się skończył ... wolę zaczyna się coś fajnego, dobrego może wyjątkowego ... ot taka nadzieja niepoprawnego optymisty, który ciągle widzi  światełko w tunelu ...
Często Nowy Rok prezentowany jest na różnego rodzaju ilustracjach jako rozkoszny maluch taki sympatyczny niemowlaczek, który wzbudza zaufanie i dobre uczucia. Warto pamiętać, że ten maluszek chociaż taki milusi, potrafi zaleźć za skórę, ma swoje potrzeby i potrafi je wyegzekwować. Pewnie każdy na własnej skórze już nie raz poczuł jak trudno jest sprostać jego oczekiwaniom.  Wydaje się, że obsługa takiego malucha jest prosta i wszystkim znana wszak chodzi o nakarmienie, zmianę pieluszki i przytulenie ... takie drobiazgi ... tyle że zajmują czas, ciągle trzeba je powtarzać no i przytulać ... Maluszek rośnie szybko i jego potrzeby rosną równie szybko, już nie wystarcza z milusim się troszkę po miziać trzeba wznieść się na wyżyny i trochę wysilić, dać z siebie ... Taki milusi Nowy Roczek zna swoje prawa i ma swoje koncepcje ... Patrzę więc dziś od rana na tego malucha i myślę sobie, że trochę już żyję na tym świecie i parę takich niemowlaków miałam już szczęście oglądać, trochę więc doświadczenia i własnych wniosków posiadam to i z tym 2015 Brzdącem  sobie poradzę to pewne, ale liczę na relacje przyjazne ... Byłoby super dzielić radości i przyjemności, a każdy dzień zaczynać optymistycznym okrzykiem ... witaj super, że jesteś ... Witam więc z radością bobaska i już zacieram łapki na wspólne chwile radosnej beztroskiej dziecięcej zabawy na scenie życia ...