Translate

środa, 15 marca 2017

spotkanie zupełnie niespodziewane

mawiają ... nie znasz dnia, ani godziny ... ot można rzec jedno z wielu powiedzeń, ale to akurat przywołuje na myśl refleksję o kruchości niemal wszystkiego z jednej strony, a z drugiej o konieczności stałej  gotowości też niemal na wszystko. Brzmi to trochę ogólnie, ale inspiracja do tego wpisu przyszła zupełnie znienacka i tutaj ujawniła się moja osobista gotowość i czujność. Takie niby nic środek tygodnia, zwyczajny szary dzień do tego jeszcze wietrzny ... i to bardzo, aż tu takie spotkanie ... zupełnie niespodziewanie wpadłam na gościa, którego wszyscy znają i pewnie bardzo często spotykają w różnych okolicznościach. Jest to typ całkiem zwyczajny, bez znaków szczególnych, ale częstotliwość jego pojawiania  jest nader intrygująca , zresztą tak samo jak i płeć. Otóż do dzisiaj byłam chyba jakoś dziwnie przekonana, że osobistość jest płci męskiej, ale olśnienie dnia dzisiejszego zwraca moje spojrzenie w stronę płci żeńskiej. Odkąd sięgnę pamięcią był tuż obok, niemal codziennie ... w domu, w szkole, w pracy, na towarzyskiej imprezie ... ciągle o nim słyszałam  ... SIĘ zrobi ... SIĘ kupi ... SIĘ sprzątnie ... SIĘ ugotuje ... SIĘ upierze ... SIĘ napisze ... itd można wyliczać bez końca ... jak pioruńsko zdolny jest ten SIĘ, jak pracowity ... dlaczego sądziłam, że to mężczyzna ... teraz jakby łuski spadły mi z oczu, pracowity, dyspozycyjny, kreatywny ... przecież jak na dłoni widać, że SIĘ to kobieta!!!
 
© tekst i zdjęcia autorstwa Ireny Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl




Kolorowe Smaki Życia

piątek, 6 stycznia 2017

Królewskie Widoki ...


Siarczysty mróz, śnieżyca i słoneczne przejaśnienia ... ot taka zimowa aura powitała mnie tego poranka. Ale co w tym dziwnego skoro to 6 styczeń, nasz Polski czyli mrozek jest raczej normalny. A tu wielkie zadziwienie, media trąbią o śniegu i paru stopniach mrozu ... to co było kiedyś normalne teraz jest wydarzeniem. Coraz częściej normalność staje się wydarzeniem ... ale nie będę się nad tym rozwodzić, bo dzisiaj delektuję się Królewskimi Widokami niebiańskiego orszaku ... Jeśli ktoś pragnie pielęgnować w sobie uczucie chłodu, mrozu, i śnieżycy bardzo proszę ... ja tam nie zamierzam walić głową w mur którego i tak nie rozbiję, więc łapię chwilę ... chwilę przebłysku cudownego słonecznego promienia, który rozjaśnia myśl, ociepla serce i daje to cudowne poczucie .... wręcz królewskie ... zatrzymuję więc  ten stan wraz z obrazem na dłuższą chwilę dla siebie i dla Ciebie jeśli tylko tego chcesz ... Królewskich Widoków życzę wszystkim w ten cudowny dzień :)


© tekst i zdjęcia autorstwa Ireny Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl



Kolorowe Smaki Życia

czwartek, 23 czerwca 2016

Super Randka czyli miłe wspomnienia z cyklu Opowieści ławeczki

Opowieści ławeczki
 ... Euforyczne chwile pędzą jedna za drugą i  nie ma czasu na złapanie oddechu i wytchnienia, bo motyle wirują wokół, a gorąco rozlewa się po wszystkich członkach ... Jakieś szaleństwo, jedni mówią na to miłość inni chemia. Wirujący seks, a może  bardziej pociągającym określeniem byłby seksapil. Zapach, ton głosu, sposób poruszania się gestykulacji, zachowanie kompleksowe czarowanie zmysłów, do tego afrodyzjaki ... szaleństwo uniesień ... seks i seksapil niezbędne jednako i tak samo ważne!!!!
Pierwsza Randka niewiele, a teraz ... Pierwsza randka jest szansą na nowe otwarcie i zapowiedzią podaną w pigułce czego możesz oczekiwać.
Jeśli masz już kandydata i możesz spotkać się z nim  pozostaje jeszcze, przy najmniej tak było w moim przypadku, koszmar organizacji randki i ten odwieczny problem gdzie pójść, jak się zachować, co mówić! A nie zapominajmy o tym w co się ubrać!! Randka w ciemno, bo jak inaczej traktować wirtualną wiedzę, pogłębia jeszcze stres i człowiek głupieje do tego stopnia, że najprostsze rzeczy stają się niewykonalne.
Ale nie tym razem! To była chyba od bardzo długiego czasu udana randka. Bardzo miły spokojny wieczór, to taka chwila, która zapada głęboko w pamięć i można wrócić do niej w ponure jesienne wieczory. Jeszcze nie wiem czy coś z tego będzie, oczywiście widzę dużo za, ale są też i argumenty przeciw, ale najważniejsze, że zapragnęliśmy oboje kolejnego spotkania i to nie gdzieś w wirtualnej przestrzeni, ale w realnej rzeczywistości naszego świata. To myślę jest ożywczym doznaniem i bardzo budującym, a wszystko dzięki mojej osobistej swatce, która wszystko za mnie załatwiła i zdjęła ciężar zbędnego stresu z moich ramion, dzięki czemu czułam się lekko, swobodnie i dobrze przygotowana. Swatka ... sądziłam, że to takie archeo, a tu miłe zaskoczenie ... instytucja działająca całkiem sprawnie i do tego nowocześnie to takie teraźniejsze  koło ratunkowe dla singla.
Przeglądając portale randkowe można popaść w delikatnie to w melancholię i zniechęcenie. Jak stało się to w moim przypadku, a chęć nawiązywania wirtualnej znajomości  przerodziła się w totalny brak zainteresowania opowiadania po raz kolejny o sobie i wypisywania "ochów", "achów" i "lolów". Może brak mi cierpliwości, może umiejętności w posługiwaniu się tym jakże pomocnym medium jakim jest internet, ale dotarłam do momentu kiedy za autorem słów piosenki mogę rzec ... ja wysiadam ....
To nie znaczny, że zaprzestaję poszukiwania swojego małego szczęścia, co to, to nie! Nadeszła jednakże pora na zmianę formy. Swatka to jest rozwiązanie dla mnie! Moja osobista swatka to osoba, która mówiąc kolokwialnie odwali za mnie całą tą poszukiwawczą robotę, a mnie pozostanie jedynie stawienie się na umówioną randkę. To Ona zestawia informacje, czyli do moich preferencji dopasowuje potencjalnego kandydata w taki sposób, aby zadbać o jak największą zgodność i wiarygodność. Nie ma tu mowy o przypadkach i panach,  "co to mają dziewczynę w każdym porcie" wiele kont internetowych i tożsamości bez liku. Moja osobista swatka to prawie detektyw, osoba z którą mnie umawia jest sprawdzona i tyle. Uffff .... teraz mogę korzystać z uroków wiosny i czekać, aż serce zabije mocniej ...
© tekst i zdjęcia autorstwa Ireny Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl



Kolorowe Smaki Życia

sobota, 11 czerwca 2016

Pierwsza miłość ... Opowieści samotnej ławeczki

Pierwsza miłość i złamane serce ...

opublikowane 15 grudnia 2013

Opowieści samotnej ławeczki
... Każda miłość jest pierwsza,
 najgorętsza, najszczersza,
wszystkie dawne usuwa w cień ...
Tak śpiewała przed laty Irena Santor. Każdy ma swoją miłość pierwszą, którą nosi w sercu, o której pamięta, marzy i śni ...  słowa piosenki niczym zabłąkane hasło klucz wywołuje z uśpienia rzewne wspomnienia. Ponoć jak mawiają, w życiu miłość zdarza się tylko raz - ta prawdziwa.
Pewnie tak jest, bo miłość jest najważniejsza,  steruje naszym życiem, wyborami, decyzjami czy tego chcemy, czy nie , nawet jeśli wydaje się że jej nie ma , to odczuwalny jej brak determinuje kolejne posunięcia.
Pierwszą miłość, każdy nosi w sercu, obrazy swojej pierwszej  miłości przechowuje i pielęgnuje jak skarb, często te obrazy są tak idealne, że już niewiele mają wspólnego z rzeczywistością, ale są niezbędne, aby nadzieja mogła żyć. ... Jej pierwsza miłość tkwi gdzieś w zakamarkach pamięci schowana skrzętnie zabezpieczona pajęczyną czasu, bolesne wspomnienie ... pierwsze uczucie i złamane serce.
Miała zaledwie cztery lata, już widzę te uśmieszki, jak czterolatek może przeżywać takie uczucia!! może, czterolatek to też człowiek :) ... codziennie wczesnym świtem matka odprowadzała ją do ciocio-babci, a sama biegła do pracy. Mała kruszyna  świergotała jak ptaszek od samego ranka, bawiła się swoimi lalkami i często spoglądała na drzwi ... najradośniejsze dni, kiedy otwierały się z impetem i stawał w progu rozradowany Karolek, w swoim pięknym marynarskim mundurze, wyglądał jak generał z tymi wszystkimi złotymi błyskotkami, naszywkami. Karolek skończył właśnie Szkołę Morską, był synem ciocio-babci.
Piękny jak książę z bajki, kiedy wracał z kolejnego rejsu, odwiedzał matkę , a ją małą kruszynę uszczęśliwiał opowieściami o dalekich podróżach, ciepłych krajach, dziwnych zwierzętach i morskich przygodach ... opowiadał, śmiał się , patrzył w oczy i powtarzał ... jak tylko trochę podrośniesz to się z tobą ożenię!! ... wiedziała co to znaczy, to tak jak mama i tata i jak w bajce żyli długo i szczęśliwie ... kochany Karolek !!!
Aż do tego fatalnego dnia ... jak zwykle bawiła się w swoim kąciku, otworzyły się drzwi i w progu stanął Karolek , już zrywała się biec na powitanie, radośnie wyciągała rączki, ale jakiś mróz przeszedł przez jej ciałko i zamarła w bezruchu ... zza jego pleców wyłonił się jakiś babolon !! A on ukochany Karolek z radosnym uśmiechem obwieścił ... Mamo żenię się!! to moja przyszła żona!! o kruszyno jak się cieszę :) .... jaka żona, co on mówi, przecież obiecywał, że ze mną się ożeni  ... świat pociemniał i zapadła się w czarną dziurę ... już nie słyszała radosnych odgłosów, nawoływań, nie dostrzegała  łakoci i podarków z zamorskich podróży ... nie biegła z roziskrzonym wzrokiem do swojego Karolka ... zamarła w bezruchu. Nazajutrz matka przeżyła o świcie piekło histerii zbuntowanego czterolatka, który odmawia pójścia do przyszywanej babci!! Domysłów było wiele i koncepcji co takiego się stało, że dziecko tak reaguje, dorośli wymyślali swoje teorie, ale nawet do głowy im nie przyszło, że powodem może być złamane czteroletnie serce.
Do ciocio-babci już nigdy nie poszła, jej dom omijała wielkim łukiem, a bolesne doświadczenie tej chwili zapisało na twardym dysku pamięci prostą informację, unikać marynarzy jak ognia, bo parzy!! ... Pierwsza miłość złamała małe serce, ale czy na dobre? 
Jest jeszcze Doktor CZAS, jego działanie jest zbawienne ... Ona ma czas ...  wyzdrowieje ???

© tekst i zdjęcia autorstwa Ireny Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl


Kolorowe Smaki Życia

środa, 18 maja 2016

Historia jednej miłości ... Ona

Zmierzchem malowane. Epizod - ONA 

opublikowane 17 grudnia 2013
Nienawidzę Cię ... słowa wypełniają jej głowę, powtarzane rozsadzają od środka, dudnią zagłuszając jakąkolwiek inną myśl. Biła zaciśniętymi pięściami powietrze, aż natrafiła na opór, brzęk rozbijanego szkła zatrzymał na chwilę karuzelę w głowie ...
Patrzyła na czerwoną kałużę upstrzoną drobinami szkła ... tłuczone szkło - to na szczęście. Nie tym razem, nie teraz ... jakie szczęście?? pyta, ...  że zostawił ją dla tej lafiryndy??
No, tak nie był Ciebie wart ... już słyszy te pocieszające gadki, albo z innej beczki ... myśl pozytywnie, jutro będzie lepiej!! a co mnie to teraz obchodzi!! krzyczy do własnych myśli, w rozszalałym widzie zaczyna sprzątać resztki kieliszka i rozciera energicznie czerwoną plamę wina na jeszcze większą powierzchnię, co doprowadza ją do furii. W ataku bezsilności rozdeptuje czerwoną maziaję, z impetem  tupiąc nóżkami jak dziecko w napadzie histerii, wykrzykując przy tym, że  łajza w trzy dupy rąbana i coś tam, coś tam czyli słowa których nie będzie w stanie powtórzyć.
Kiedy już skończyła swoją wyliczankę wyzwisk i nowych imion nadanych lubemu, opadła zmęczona na fotel i tępym wzrokiem zapatrzyła się w dal, czyli w nic. Odszedł ot, tak po prostu ... spakował się i odszedł ... Powiedział, musimy od siebie odpocząć, zastanowić się. Nad czym, On chce się zastanawiać!! Ona wie, to żadna przerwa, odszedł do tej zołzy, tchórz - nie miał nawet odwagi przyznać się do zdrady. Krwiożercze myśli zaczęły zalewać jej oczy, zemsta, zemsta na nim, na niej ta wizja trochę ją ożywiła. Tak, zemsta - zimny spokój rozlał sie po jej członkach, a na twarzy pojawił się lodowaty uśmiech, takiej mnie nie znałeś!! Od czego zacząć , plan, tak potrzebny jest plan ... a może On wróci, może poczekać, zacisnąć zęby, bo przecież nic się nie stało. Wyprowadził się do kolegi, chce sobie przemyśleć, poukładać trochę się wyciszyć, przecież nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Pewnie, że nie ma , tylko ten długi jasny włos, tlenionej blondyny na jego swetrze, ten obcy zapach perfum z którym wracał po naradach. Ma teraz uznać, że nic nie wie, nie rozumie, nic się nie stało i czekać na jego powrót?? A może błagać, by wrócił?? Przeżyli razem parę lat, no już prawie dziesięć - jak szybko to zleciało. Dziesięć lat temu zdecydowali się na wspólne życie. Byli tacy zakochani, wszystko robili razem, spędzali każdą wolną chwilę w swoim towarzystwie, śmiali się, rozmawiali, kochali się ... napisał dla niej wiersz. Prawdziwa miłość, tyle trudnych i pięknych ... których już nie ma, tylko ten ból, łzy, ściśnięte gardło, ciężar w sercu i chaos w głowie. Chaos i walka, żądza zemsty i pragnienie nadziei, że wróci i będzie jak było. Wirujące myśli, otchłań bez wyjścia ... trwa w odrętwieniu przypominając woskową postać. Drgnęła ... Dźwięk dzwonka,   myśl "WRÓCIŁ" w jednej sekundzie poderwała się do lotu, nie wiedzieć kiedy znalazła się  przy drzwiach ... 


ciąg dalszy: Zmierzchem malowane. Epizod - TA DRUGA.

© tekst i zdjęcia autorstwa Ireny Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl



Kolorowe Smaki Życia

piątek, 8 kwietnia 2016

w korkowych opowieściach ... sobota jako leniwiec


Kolejna odsłona ... kurtyna w górę i na scenie dnia błyszczy Sobota ... dzisiaj obsadziłam ja w roli głównej w moich korkowych opowieściach ...

Sobota .... leniwy poranek 

tekst opublikowany 23 listopada 2013
Sobotni poranek z trudem  otwieram oczy ... ciężkie powieki stawiają opór, jakaś siła przytrzymuje je i walczy o tę odrobinę snu.
Sobota śpij, nie podnoś powieki, śpij .... Nie dzisiaj mówi Głos Organizator, otwieraj oczy ... "kto wcześnie wstaje, temu Pan Bóg daje" ... daje? to słowo klucz  niczym otwieracz do konserw wyraźnie pobudziło, znacznie bardziej niż dalszy bełkot Organizatora ... już siódma, zaczynaj dzień ... ble, ble, ble ... daje to jest coś! ... Dobrze, już dobrze powoli, z mozołem rusza organizm ... zamglonym wzrokiem omiata wnętrze, nic nie widzący automat ludzki człapie do kuchni sterowany jedną myślą przewodnią : kawa. Jasna, prosta, klarowna informacja kawa i dalej krok po kroku  budzi się życie i dzień. Dzień bez nadzwyczajnych planów, taki zwykły, spokojny dzień mrówki robotnicy jakich wiele w tym mrowisku życia ... sobotni poranek ... już wiem, że pomysł +Kolorowe Smaki Życia marsz po zdrowie dzisiaj będzie bardziej pełzaniem po przetrwanie :)

© tekst i zdjęcia autorstwa Ireny Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl


Kolorowe Smaki Życia

piątek, 25 marca 2016

świąteczne ... wspomnienie

świąteczne ... wspomnienie
Święta tuż ... tuż kolejne świąteczne dni, chwile wyczekiwane dla jednych przyjemne dla innych trochę mniej, ale zawsze inne od szarej codzienności. Dla mnie Święta Wielkanocne to chwila refleksji bardzo osobistej, która powraca od paru lat i kładzie się cieniem na radości świętowania, przypominając o zderzeniu wartości z konsumpcyjną rzeczywistością, którą odczułam na własnej skórze. A relację tej chwili uwieczniłam we wpisie który opublikowałam trzy lata temu, a dzisiaj jest moim świątecznym wspomnieniem, które zamieszczam poniżej :

Alzheimer choroba rodziny 
TO TY JESTEŚ PROBLEMEM

Opublikowano  20 maja 2013,
Mówią, że alzheimer jest chorobą całej rodziny, w naszym przypadku okazał się też papierkiem lakmusowym relacji rodzinnych. Relacji, których jak się okazało nie było, były za to moje iluzje i pragnienie. Sama siebie oszukiwałam przez całe lata, łudząc się, że mam rodzinę, a tak naprawdę byłam sama. Alzheimer odarł mnie z iluzji, nareszcie dotarło do mnie, że moja chora na alzheimera matka, moje dziecko i ja stanowimy rodzinę. Mój brat odciął się już wiele lat temu, wybrał inną rodzinę, taką w której jak twierdzi jest miłość, której nie miał.
Święta wielkanocne tego roku były tym przełomowym momentem w moim życiu kiedy to przestałam się oszukiwać.
Leżałam o chlebie i wodzie na przemian płacząc i wyzywając z bezsilności.  Wirus  ściął nas z nóg. Leżeliśmy w gorączce, i nie było komu podać herbaty o potrawach świątecznych nie mówiąc. Brat wezwany do pomocy, skupił się na dostarczeniu antybiotyków zaordynowanych przez lekarza pogotowia i pośpieszył świętować, wszak to Wielka Sobota…
Tak, zjawił się po świętach naładowany niczym bomba atomowa wraz ze wsparciem czyli swoją żoną, naburmuszeni jak purkawki, jak ja śmiałam żądać, aby On przyjął połowę odpowiedzialności za opiekę nad matką…. Jak ja śmiałam ………
Nie padło pytanie jak ty się czujesz? doszłaś do siebie po chorobie? jak czuje się mama? o co to,  to nie …. w zamian przypuścili na mnie frontalny atak, dobrze przygotowany, perfekcja socjotechniki i wbijania w trotuar połączona z kopaniem leżącego ….
To ty jesteś problemem …. zasyczała żona brata, w pierwszych słowach skierowanych wyraźnie do mnie, …. widzisz tylko ostatnie cztery lata, a to ty jesteś jedyną osobą, wspieraną w tej rodzinie …
Po tych antybiotykach skurcze żołądka utrudniały mi funkcjonowanie, ale słuchając tego co sączyło się z jej ust, zapomniałam o bólu, to chyba sen? o czym ona mówi,  ……
Ale żona brata doskonale wiedziała o czym mówi,  z autopsji! bo mówiła o sobie, to ona brała całymi garściami, czerpała z naszej życzliwości i naturalnej chęci pomocy, brała i domagała się więcej bo ciągle jej było mało, musiała przecież się dorabiać. Więc z mężem korzystali z  pomocy moich rodziców, mojej pomocy,opiekunki i swojej rodziny …. wszyscy dookoła zajmowali się ich dziećmi  … korzystali z mojej pomocy wielokrotnie, bo zawsze byłam do dyspozycji, pod ręką i gotowa służyć pomocą …. Słuchałam tej ulepionej z przeinaczanych faktów opowieści  i ogarniało mnie przerażenie, czy ona jest chora? hormony? czy aż tak podła? Kiedy upstrzonym złotymi pierścionkami paluchem zaczęła mi wygrażać, dając burę i reprymendę, bo mama jest nie zadbana i brzydko pachnie! Zrobiło mi się jej żal. Moja matka leżała ponad tydzień w gorączce i z pampersem, nie miała siły dojść do toalety, czym ma pachnieć, jak nie życiem, ale to nic w porównaniu z fetorem strachu, jaki wionął od żony mojego brata.  Nawet drogie perfumy, którymi zlewa się codziennie,  nie były w stanie zabić odoru strachu, który swoją intensywnością przebija wszystkie zapachy świata.
Przerażona, że odbiorę jej unormowane wygodne życie, że będzie musiała zmienić plany wakacyjne all inclusive, że zachwieję jej poukładanym światem sukcesu  … bo jak uzasadnić, że od czterech lat jej mąż, ona ani jej dzieci nie zaangażowali się w opiekę nad chorymi rodzicami męża.
Tak, cztery lata sama ponoszę ciężar opieki nad rodzicami z pełnymi tego konsekwencjami, ja i moje  małoletnie dziecko.
To ty jesteś problemem! Tak, jestem i będę Waszym problemem, aż do końca. Każdego dnia, będziecie szukać znieważających argumentów i ohydnych obelg, aby mnie nimi obrzucać, bo tylko w ten sposób będziecie mogli sami przed sobą uzasadnić, dlaczego nie zrobiliście nic, dlaczego nie przyjęliście na siebie części opieki nad chorą matką …….
Piętnastominutowa wizyta w czasie pracy to jałmużna, którą usiłuje mój brat zagłuszyć sumienie, bo przecież odwiedza matkę, tylko siostra jest problemem, bo przecież matkę się ubezwłasnowolni, odda do domu opieki, mieszkanie sprzeda ….. a ty pod most – dorzuciła z błyskami w oczach jego żona i jej dzika iskrząca satysfakcja, aż z niej tryskała. Nareszcie mogła sobie ulżyć, wyrzuciła z siebie całą żółć i nienawiść do mnie, spadła jej judaszowa maska i zobaczyłam szkaradną, nędzną postać Smeagolla, Golluma rodem z powieści Tolkiena „Władca Pierścieni”.
Smutek i ogromny żal poczułam jednocześnie, bo już nic więcej nie mogłam zrobić, mogę się jedynie przyglądać, jak życie upomni się o swój dług …. dług który mają wobec mnie i mojego dziecka ….. Wyszli w poczuciu dobrze wykonanego zadania, podsumowali  całe moje życie, wbili  w trotuar, wyśmieli,  przywołali do porządku i pokazali gdzie moje miejsce ….
Jak dalej żyć? pytałam następnego dnia ….. tylko dzięki życzliwym ludziom, którzy mnie otaczają i wspierają, podniosłam głowę, wybaczyłam i spojrzałam już w inną przyszłość.
Dziękuję każdemu z osobna. Dziękuję za otuchę, której mi dodawaliście, aby siły mnie nie opuściły. Dziękuję za tę ogromną dawkę życzliwości i za to że wokół mnie są tacy wspaniali ludzie. Dziękuję.
ciąg dalszy pisze życie ... http://jakimon.blogspot.com/
 
© tekst i zdjęcia autor Irena Majoch
e-mail: kontakt[ małpka ]lebrum.pl